Lech Kowalski. Generał ze skazą. Biografia „wojskowa” Wojciecha Jaruzelskiego, wyd. Zysk i Ska, Poznań 2012

Poniższą recenzję biografii generała napisałem 19 stycznia 2014 roku. Dziś jest 25 maja 2014 i właśnie czytam w Internecie, że generał Jaruzelski zmarł w warszawskim szpitalu po długiej i ciężkiej chorobie. Przechodzi zatem do historii.  Pozostawiam ten wpis bez zmian.

Lech Kowalski, Wojciech Jaruzelski. Generał ze skazą, wyd. Zysk- Ska, Poznań 2012

Rozumiem potrzebę napisania tej biografii, potrzebnej bardzo prawicy w Polsce. Wojciech Jaruzelski jest jej wrogiem podwójnym; autorem stanu wojennego z 13 XII 1981 roku oraz jednym z ojców założycieli III Rzeczypospolitej.

Uważam, że pisanie biografii człowieka współtworzącego komunistyczny system, który odcisnął swoje wielkie piętno na historii Polski XX wieku jest zasadne, ale praktyka pokazuje, że historiografia „politycznie zaangażowana” zawsze ponosi porażkę. Książka Lecha Kowalskiego jest obarczona tym samym błędem, tezą a priori, ale trochę inaczej niż biografie komunistycznych przywódców z jedynie słusznej epoki. Niechęć autora do bohatera jest czynnikiem również zniekształcającym narrację w takim samym stopniu jak nadmierne się z nim identyfikowanie. Stąd biografia Jaruzelskiego pisana w Polsce zawsze będzie obarczona takim błędem. Dobrym przykładem przełamania takiej tendencji jest znakomita biografia Nikity Chruszczowa pióra Williama Taubmana, amerykańskiego historyka, który poświęcił Chruszczowowi 20 lat kwerendy, w tym wywiadów z bliskimi oraz  z politycznymi przyjaciółmi i wrogami. Wojciech Jaruzelski z pewnością zasługuje na taką właśnie biografię, niezależnie od tego jak na jego osobę spojrzymy. Generał stał się po prostu immanentną częścią najnowszej historii Polski. I tego nie zmieni antypatia do niego, nienawiść ludzi wykrzykujących swoje emocje pod jego domem 13 grudnia, lub żenujące bezkrytyczne uwielbienie właściwe gazecie Jerzego Urbana.

Jednak mam pisać o biografii pióra Lecha Kowalskiego. Książka ta ma podtytuł „Biografia wojskowa”, co zapewne jest jakąś próbą umiejscowienia narracji tej książki. I znów nieodwołalnie trzeba odnieść się do dobrego przykładu biografii wojskowej, czego najlepszym przykładem jest biografia Ericha Mansteina pióra Mungo Melvina. Książka Kowalskiego nie jest na takim poziomie. Podstawowym problemem książki Kowalskiego jest trudna, nużąca narracja. Po każdym zdaniu tej książki widać wojskowy styl autora, z którego nie potrafił się uwolnić. Zdania są hermetyczne, na jednej stronie pojawia się nawet 10 skrótów nazw jednostek z którymi Jaruzelski miał do czynienia. Styl wojskowego raportu zabija narrację tej książki, jakże potrzebnej dla polskiego czytelnika. Gdyby pisał ją historyk z dużym wprawieniem literackim, efekt mógłby wyglądać zupełnie inaczej. A tak czytelnik jest skazany na ponad 600 stron trudnych, nużących, wszystkich napisanych w jednym stylu, wojskowym, ciężkim żargonie oficera piszącego raport.

Z drugiej strony książka Kowalskiego przynosi bardzo obfity materiał biograficzny wydobyty z dokumentów, raportów, listów. Pierwsze rozdziały ukazujące młodość Jaruzelskiego, zesłanie do ZSRR, śmierć ojca zamęczonego przez Związek Sowiecki giną w natłoku wojskowego żargonu. Nie to jest istotne czy Jaruzelski był dobrym oficerem polowym w latach 1944-45, czy nie. Dla mnie jako dla historyka, ale także pisarza i po prostu obywatela mojej ojczyzny, Polski, ważne są inne pytania: Jak to się stało, że młodzieniec, potomek powstańców styczniowych stał się akolitą systemu komunistycznego? Jak komunizm mógł uczynić bezwzględnego wykonawcę polityki Kremla z religijnego chłopaka?  Odpowiedzi pełnej na te fundamentalne dla tej postaci pytania w książce nie ma. Lech Kowalski ma ich świadomość, ale nie potrafi na nie odpowiedzieć, ponieważ model biografii „wojskowej” pozostawia poza obszarem narracji kwestię tragedii całego pokolenia. Trzeba bowiem życie Jaruzelskiego w tym okresie rzucić na szersze tło tego, jak polska inteligencja radziła sobie z komunizmem w roku 1945. Pewien przedsmak odpowiedzi na to pytanie znajduje się w zapomnianym, znakomitym tekście Witolda Kuli „Gusła”, który przedstawia dialog dwu Rzymian, jednego akceptującego chrześcijaństwo jako nową religię, a drugiego odnoszącego się ze sceptycyzmem do nowej wiary Rzymu w V wieku. Tekst Kuli jest metaforą komunizmu w Polsce po roku 1945 i stosunku do niego polskiej inteligencji, która przypomnijmy została straszliwie przetrzebiona podczas wojny. W roku 1939, kiedy młody Jaruzelski był dobrze zapowiadającym się uczniem, wierzącym ministrantem pilnie chodzącym do Kościoła, było 200 tysięcy osób z wykształceniem uniwersyteckim (M. Zaremba, Wielka trwoga, ZNAK, Kraków 2012). W roku 1945 zostało ich zaledwie 40 tysięcy. Brakuje syntetycznego tekstu, który pokazałby stosunek i ewolucję polskiej inteligencji do komunizmu. Książka Lecha Kowalskiego sytuuje Jaruzelskiego jako człowieka, który nie wyjechał z armią Andersa. Postanowił zostać w ZSRR. Dlaczego? Czy w Kujbyszewie, w szkole radzieckiej tkwi odpowiedź na to pytanie? Czy właśnie tam Jaruzelski uwierzył w stalinowską wersję komunizmu, czy też był po prostu pragmatykiem, chcącym przeżyć? Kowalski podpowiada czytelnikowi tę pierwszą możliwość.

Potem spotykamy po roku 1945 Jaruzelskiego jako ideowego, zaangażowanego komunistę, który z racji swojego szlacheckiego i elitarnego pochodzenia nie mógł liczyć na żadną taryfę ulgową, gdyby szczegóły jego biografii wyszły w nieodpowiednim momencie. Jaruzelski bez powodzenia ścigał „bandy”, czyli w narracji Kowalskiego zawsze „patriotów, żołnierzy-wyklętych”. Kowalski więcej jednak miejsca poświęca walce oddziałów Jaruzelskiego z oddziałami UPA. Książka Marcina Zaremby „Wielka Trwoga” pokazuje ów odcinek czasu zupełnie inaczej. Sądzę, że Lech Kowalski uległ sile mitologizacji oporu po roku 1945, w którym zdarzały się zupełnie bohaterskie jednostki jak „Inka” zamordowana przez UB, ale również zwykli przestępcy, zdemoralizowani żołnierze byłego podziemia, którzy po 5 latach rzezi, umieli już tylko zabijać. Między bohaterstwem „Inki” i konformizmem oficera Jaruzelskiego jest jeszcze sto tysięcy odmian szarości.

Książka Lecha Kowalskiego ma przede wszystkim pokazać i opisać wroga. Historyk ma zrozumieć – przynajmniej spróbować tego dokonać – swojego bohatera. Tak jak większość prawicowo zorientowanych historyków Lech Kowalski jest bardziej historykiem-prawodawcą, niż historykiem-tłumaczem. Ta przenośnia którą wziąłem z Paula Ricoeura i Hansa-Georga Gadamera odnosi się do postawy historyka: tego kto bardziej próbuje narzucić własną wizję oraz tego, kto bezstronnie próbuje tłumaczyć historię, gdzie nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Skoro powiedziałem, jakie się słabości książki Lecha Kowalskiego o Jaruzelskim, to jakie są jej dobre strony? Czy ma takowe? Myślę, że biografia ta niesie ogromnie dużo nowych faktów, ukazujących w złym świetle Jaruzelskiego. Jak inaczej wytłumaczyć jego nienawistną postawę wobec kleryków seminariów duchownych prześladowanych w armii ludowego państwa? Jak inaczej wytłumaczyć jego zajadłe tropienie syjonistów w wojsku polskim w roku 1968? Jako Minister Obrony Narodowej generał z pewnością ponosi odpowiedzialność za czystkę antysemicką w polskim wojsku. Przykłady, jakimi Lech Kowalski zilustrował ową tezę, nie podlegają dyskusji. To bardzo mocna strona jego książki.  Dobrze opisany jest również sposób, w jaki Jaruzelski wspinał się po szczytach władzy. Był mistrzem zakulisowych intryg, nigdy nie atakował ad personam, ale zawsze niszczył ludzi z tylnego siedzenia, zasłonięty przez własnych akolitów, których w partii i w armii nie brakowało. Im bardziej Jaruzelski rósł, tym więcej miał pochlebców. Otaczał się ludźmi miernymi, którzy dobrze wykonywali jego wolę. Mocną stroną książki Kowalskiego jest ukazanie politycznych gier generała, który lojalność okazywał tylko silniejszym i bez kłopotu zdradzał tych, którzy słabli. Dobrym przykładem jest los Gomułki, który wyniósł Jaruzelskiego, a którego ten w grudniu 1970 roku bez kłopotu zdradził.

Dobrze udokumentowane jest rola generała w wprowadzaniu stanu wojennego, choć tym najbardziej wydawałoby się emocjonującym rozdziałom brakuje polotu i szerszego odniesienie się do literatury przedmiotu (choćby książki Andrzeja Paczkowskiego „Wojna polsko-jaruzelska”). Teza Kowalskiego, że gdyby Jaruzelski zachował się jak polski patriota i stanął po stronie „Solidarności” w roku 1980, jest o tyle intrygującą, że obala mit radzieckiej interwencji w roku 1981. Jedynym człowiekiem, który błagał Sowietów o interwencję, był… Wojciech Jaruzelski. To jest największa wina generała. Osiem lat straconych 1981-1989, czyli zastój i koszmarne, biedne, pełne beznadziei oczekiwanie na koniec systemu komunistycznego w tych latach jest czasem przegranym i zaprzepaszczonym. Kowalski tłumaczy to w ten sposób, że Jaruzelski widział niedomagania systemu, ale wierzył, że system komunistyczny da się zreformować. To się jednak nie udało. Generał powierzył w roku 1987 tekę premiera zmarłemu kilka dni temu Messnerowi. Generał Jaruzelski to jednak nie Imre Nagẏ na Węgrzech roku 1956. Tutaj tkwi sedno problemu.

Wojciech Jaruzelski był oficerem polskim w służbie obcego mocarstwa: to ten sam Jaruzelski który w 1943 -1944 w Kujbyszewie został złamany przez komunistyczną ideologię. Generał był osobą niezdolną do przeciwstawienia się Sowietom. A przecież w rozmowach z nim radzieccy decydenci dawali jasno do zrozumienia: jeśli Polska chce pozostać w obrębie państw socjalistycznych, to będą z nią stosunki socjalistyczne, a jeśli zechce iść drogą zachodnią, proszę bardzo, stosunki z nią będą takie jak z krajami zachodnimi. Wynika z tego, że radzieckie kierownictwo brało na poważnie możliwość odpadnięcia Polski z bloku komunistycznego w roku 1980 i było skłonne się z tym pogodzić. To własna inicjatywa Jaruzelskiego – stan wojenny – zapobiegła samowyzwoleniu się Polski z dominacji komunistycznej. To jest największa wina generała. Ale tego dowiadujemy się nie z książki, tylko z dołączonego do niej filmu dokumentalnego „Towarzysz generał idzie na wojnę”. Film jest przepełniony jawną i nieskrywaną niechęcią do generała. W filmie dokumentalnym to ujdzie, w książce nie.

Książka Lecha Kowalskiego zamyka się stwierdzeniem, że po roku 1991 Jaruzelski zniknął ze sceny politycznej. To za mało. Biografia wojskowa jest niepełna. Generał podkreślał, że bierze na siebie winę za krew przelaną w stanie wojennym. Brakuje kontekstu osobistego w tej książce. Córka generała ostatnio złożyła kwiaty pod pomnikiem pomordowanych górników „Wujka”. Biografia historyczna człowieka kalibru Jaruzelskiego powinna wziąć pod uwagę kontekst osobisty. Nie ma powodu nie wierzyć córce, która mówi, ze ojciec był przerażony tym, co stało się w „Wujku”. Jaki stosunek miał generał do papieża Jana Pawła II? Czy widział w nim tylko wroga? Czy też spotkania z Polakiem, rodakiem – papieżem nie wzbudzały w nim wspomnienie tego dawnego ministranta, przykrytego przez komunistycznego oficera?  Nie wierzę, by to nie wywołało w generale emocji, skoro wywołały na przykład u Aleksandra Kwaśniewskiego.

Nie ma też w narracji Kowalskiego głębszego spojrzenia na generała jako na człowieka, złożonego nie tylko z formacji komunistycznej, ale na pewno z prawdziwych, osobistych emocji, sprzeczności. Chciałbym zobaczyć w generale człowieka dzięki odważnej w formie i treści książce Kowalskiego. Nie mogę go tam dojrzeć. Generał, niezależnie od całościowej oceny jaką z pewnością historiografia polska (lub nie-polska) mu wystawi, w książce Lecha Kowalskiego jest przede wszystkim wodzem komunistycznego wojska, dyktatorem, bez reszty oddanym systemowi komunistycznemu. Nie przeczę faktom i tezie Lecha Kowalskiego, które stawiają generała w złym świetle, brakuje mi jednak głębi – czy Jaruzelskiego można postawić w jednym rzędzie z innym tragicznym bohaterem wieku XIX, też oddanym Rosji, ale pragnącym dać Polsce tyle wolności w niewoli ile to było możliwe?

Mam na myśli Aleksandra Wielopolskiego. Czy Jaruzelski mimo wszystko jest postacią tragiczną, uwikłaną w historię XX wieku? Na odpowiedzi na te pytania musimy jeszcze zaczekać.

Informacje o Wojciech Dutka

Pisarz, doktor historii (ur. 1979). W marcu 2014 roku obronił doktorat na Wydziale Historycznym UJ dotyczący Stanisława Koźmiana, znanego polityka galicyjskiego z XIX wieku, współautora Teki Stańczyka, pisarza, publicysty i historyka. Stypendysta Jewish Foundation for the Righteous i Departamentu Stanu USA na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku w czerwcu 2014 roku. Publikował w najważniejszych polskich czasopismach naukowych, "Kwartalniku Historycznym", "Przeglądzie Historycznym", "Przeglądzie Humanistycznym", "Czasach Nowożytnych", "Klio", "Kwartalniku Historii Żydów", "Roczniku Historii Prasy Polskiej" i wielu innych. Interesuje się przede wszystkim historią historiografii, formami narracji historycznej. W 2011 nagrodzony nagrodą Ministra Zdrowia za publikację w "American Journal of Public Health". Opublikował także 5 powieści historycznych nakładem wydawnictwa Albatros: "Krew Faraonów" w 2005, "Taniec Szarańczy" w 2007, "Bractwo Mandylionu" w 2009, i "Czerń i Purpura" w 2013. W roku 2015 ukazała się powieść "Kartagińskie ostrze" nakładem tego samego wydawnictwa. Pisze następne książki, i uczy historii w programie matury międzynarodowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii biografia, dyskurs historyczny, komunizm w Polsce, literatura historyczna, Polska Ludowa, recenzja, totalitaryzm, Wojciech Jaruzelski i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Lech Kowalski. Generał ze skazą. Biografia „wojskowa” Wojciecha Jaruzelskiego, wyd. Zysk i Ska, Poznań 2012

  1. ~siwy pisze:

    W PRL NIE było komunizmu, kiedy tzw pismaki to zrozumieją,
    był WYPACZONY SOCJALIZM !!
    Jaruzelski to POLITRUK co indoktrynował na tyłach podczas walk z niemcami ,
    nie on to inny wprowadzał umowy zawarte przez zdrajców w Jałcie,
    a co do stanu wojennego ruskie byli od 1944 w liczbie ok 200 tyś z generałami linowymi, i nie musieli wchodzić czy nie ….
    To tyle z prawdziwej bajki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>