Pamięci Andrzeja Kuryłowicza

Pamięci Andrzeja Kuryłowicza

Był październik 2003 roku, zimny i ponury dzień. Przyjechałem do Warszawy z Lublina, gdzie wówczas studiowałem. Chciałem wydać moją pierwszą książkę „Krew Faraonów”. Tekst skończyłem latem 2003 roku i od jakiegoś czasu szukałem wydawcy. Adres wydawnictwa Albatros znalazłem w książce telefonicznej warszawskich firm. Pojechałem tam wówczas, na Wilanów, do biura wydawnictwa, które mieściło się na Wiktorii Wiedeńskiej. Choć to dziś niewyobrażalne, za ulicą dosłownie kończyła się Warszawa.

Zastałem tam właśnie Andrzeja Kuryłowicza. Zaskoczyła mnie bezpośredniość, bezpretensjonalność i konkretność. W niczym nie przypominał sztywnego wydawcy lustrującego nowo przybyłego autora jako intruza chcącego wyłudzić wydanie książki. Chciał zrozumieć, jak to się stało, że znalazłem adres biura Albatrosa. Wówczas na książkach wydawnictwa znajdowała się tylko sucha informacja o skrytce pocztowej. Był luzakiem. Byłem przeziębiony. Zaproponował, żebym sam zrobił sobie herbaty, skoro już przeszedłem. Poprosił, żebym w pięć minut przedstawił powody, dla których on powinien wydać moją książkę. Zaznaczył, że niczego obiecać mi nie może.
Pół roku później zadzwonił do mnie i powiedział mi, że Albatros wyda mnie jako pierwszego Polaka. Przekonałem go konwencją powieści: dynamiczną akcją w świetnie zarysowanej epoce historycznej. Albatros postanowił zainwestować w nikomu nieznanego chłopaka, który przyniósł do wydawnictwa swoją książkę.

Tak zaczęła się moja znajomość z Andrzejem Kuryłowiczem. Była to relacja biznesowa, ale zarazem pełna życzliwości i otwartości. Z czasem chyba stała się przyjaźnią. Albatros rozwijał się prężnie, z roku na rok przybywało tytułów i innych polskich autorów. Miałem okazję poznać przesympatyczną mamę Andrzeja, świętej pamięci panią Hannę Kuryłowicz, która na każdych targach książki w Warszawie towarzyszyła synowi w ciężkiej pracy  na targach. Miałem okazję poznać całą jego rodzinę. Andrzej na targach był w swoim żywiole. Wydawało się nam, że jest niezniszczalny. Był człowiekiem niepokornym. Był w ciągłym ruchu. Bez przerwy dziesiątki spraw, telefonów, ludzi, książek.

Andrzej był niepowtarzalnym i nietuzinkowym człowiekiem. Miał swoje zdanie  i potrafił je zaakcentować. Miał wizję rozwoju wydawnictwa i wiedział czego chce. Przez 11 lat współpracy okazał się dla mnie człowiekiem cierpliwym, łagodnym, dobrym. Nigdy nie zawiodłem się na nim i na Albatrosie, choćby w moich staraniach o stypendium literackie we Francji. Potrafił zrozumieć, gdy na rok wstrzymałem powieść „Czerń i Purpura”, moją najlepszą i najbardziej osobistą książkę. Temat miłości w obozie Auschwitz przybijał mnie; bałem się reakcji publiczności, nie wiedziałem, czy potrafię ją unieść. Przekonał mnie do tego, by książkę wydać. Zbiera świetne teraz recenzje. Osobiście podziękowałem mu w posłowiu, czego przecież nie robi się często.

Andrzej był jednym z najbardziej niezwykłych ludzi, jakich mogłem spotkać w życiu. Był moim dobrodziejem w każdym czasie, nawet dla mnie trudnym. Był człowiekiem uczciwym i prostolinijnym, brzydzącym się hipokryzji. Straciłem przyjaciela, wydawcę i życzliwego mi człowieka. Nie mogę się z tym pogodzić, że już nigdy nie posprzeczamy się już o okładkę, której projekt zawsze wykonywał sam. Nigdy nie usłyszę jego krytyki za złe streszczenie książki na okładkę. Nigdy nie umówimy się na targi książki. Wraz z jego odejściem skończyła się pewna epoka. Ile znaczył dla rynku wydawniczego w Polsce, pokaże jego bolesna nieobecność.

Nie mogę pogodzić się z tym „nigdy”. Takiego „nigdy” nie robi się przyjaciołom, Andrzeju.

Informacje o Wojciech Dutka

Pisarz, doktor historii (ur. 1979). W marcu 2014 roku obronił doktorat na Wydziale Historycznym UJ dotyczący Stanisława Koźmiana, znanego polityka galicyjskiego z XIX wieku, współautora Teki Stańczyka, pisarza, publicysty i historyka. Stypendysta Jewish Foundation for the Righteous i Departamentu Stanu USA na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku w czerwcu 2014 roku. Publikował w najważniejszych polskich czasopismach naukowych, "Kwartalniku Historycznym", "Przeglądzie Historycznym", "Przeglądzie Humanistycznym", "Czasach Nowożytnych", "Klio", "Kwartalniku Historii Żydów", "Roczniku Historii Prasy Polskiej" i wielu innych. Interesuje się przede wszystkim historią historiografii, formami narracji historycznej. W 2011 nagrodzony nagrodą Ministra Zdrowia za publikację w "American Journal of Public Health". Opublikował także 5 powieści historycznych nakładem wydawnictwa Albatros: "Krew Faraonów" w 2005, "Taniec Szarańczy" w 2007, "Bractwo Mandylionu" w 2009, i "Czerń i Purpura" w 2013. W roku 2015 ukazała się powieść "Kartagińskie ostrze" nakładem tego samego wydawnictwa. Pisze następne książki, i uczy historii w programie matury międzynarodowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii pożegnanie, refleksja autorska, wspomnienie, wyznanie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Pamięci Andrzeja Kuryłowicza

  1. ~Czytelnik pisze:

    Pięknie napisane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>