Futbol, Futbol, Futbol….i znów Mundial.

Blogu,

Zaczęły się mistrzostwa świata w piłce nożnej rozgrywane w kraju, gdzie traktuj się ów sport jak religię. Piłkarze są w Brazylii bożyszczami, choć pierwszy mecz przy wydatnej pomocy japońskiego sędziego udowodnił, że Brazylia ma bardzo przeciętny zespół, który może zajść bardzo wysoko. Tak jak Korea Południowa, która strzelała dziwne bramki Włochom w 1/8 finału, oraz Hiszpanii w ¼ finału na mistrzostwach w roku 2002. Wszyscy mówili o tym, że to FIFA zleciła pomoc „gospodarzom”. Łapownictwo w piłce nożnej jest powszechnie akceptowalne, zbyt wielkie są bowiem pieniądze do zyskania. Kopernikańska zasada, iż zły pieniądz wypiera z rynku ten dobry, ma także zastosowanie w praktykach biznesowych. Gdy stawka idzie o cenę większą niż życie, na przykład o gigantyczne pieniądze i prestiż, złe praktyki wypierają te dobre. W zasadzie powinno się stwierdzić, że FIFA oraz jej europejski odpowiednik UEFA, są znakomicie zalegalizowanymi, ponadnarodowymi korporacjami utrzymującymi się z nieuczciwych praktyk. Publikacje angielskiej prasy pokazującą skalę korupcji przy przyznawaniu mistrzostw Katarowi pokazuje, jak bezwzględni i cyniczni są ludzie zasiadający w gremium zarządzającym światową piłką. Pomysł, by grać przy 45 stopniowych upałach, albo grać w zimie, gdy nie zgodzi się na to żaden z wielkich klubów europejskich, byle tylko zaklepać decyzję szejków kupioną od niewiernych przez katarskie petrodolary, tylko umacnia pomysł, by ktoś kiedyś aresztował większość działaczy FIFA oraz UEFA i zamknął ich wszystkich do paki. Wystarczy popatrzeć na Blattera i jego klikę, by wyrobić sobie o nich zdanie.

Klęska Hiszpanów na początku turnieju z Holandią aż 1:5, która spadła na Hiszpanów sytych po finale pucharu Europy między dwoma klubami z Madrytu jak klęska Wielkiej Armady, zwiastuje koniec epoki taktyki hiszpańskiej, tiki-taka, wielkiego wkładu Hiszpanów do światowego futbolu. W latach osiemdziesiątych XX wieku, gdy w Realu Madryt prym wiódł Emilio Butrageňo i Hugo Sanchez, Hiszpanie mieli wielką ekipę, która doszła do finału Mistrzostw Europy w 1984 roku oraz o mały włos zahaczyła o strefę medalową na mundialu w Meksyku w roku 1986 przegrywając ćwierćfinał z Belgią po rzutach karnych. Ów ćwierćfinał był rzeczywistym koszmarem Hiszpanów, którzy „grali jak nigdy, a przegrywali jak zawsze”. Do roku 2008, kiedy Torres w Wiedniu strzelając gola Niemcom dał Hiszpanii pierwszy raz zasłużony tryumf w wielkiej międzynarodowej imprezie. Czy Hiszpanie podniosą się z tej klęski? Nie wiem.

Mało kiedy mistrzowie świata bronili tytuł lub po prostu nie wychodzili z grupy. Włosi zdobywając tytuł na boiskach Hiszpanii polegli w 1986 roku w 1/8 finału z Francuzami, a tamtejsza ekipa trójkolorowych z Platinim zagrała jeden z najwspanialszych meczów z historii mundiali z Brazylią na stadionie w Gudalajarze. Po remisie 1:1 Brazylia odpadła w karnych zalewając się łzami. Ta wielka francuska ekipa miała wejść do finału mundialu w Hiszpanii w roku 1982 (który Polacy zapamiętają przede wszystkim dzięki cudownym bramkom Bońka z Belgami i zwycięskim remisie 0:0 ze Związkiem Sowieckim), ale półfinał z Niemcami, w którym Francuzi prowadzili w dogrywce 3:1, by po brutalnym faulu niemieckiego bramkarza stracić najlepszego napastnika, następnie zremisować 3:3 i przegrać w karnych. Wtedy też Niemcy zyskali opinię, że wygrywają rzeczy niemożliwe. Jednak najwspanialszy finał był chyba w roku 1986 na stadionie Azteków w Meksyku, kiedy Argentyna prowadziła już z Niemcami 2:0, gdy nasi zachodni sąsiedzi potrafili po bramkach Rummenige i Voellera doprowadzić do wyrównania. Wówczas Argentyna prowadzona przez genialnego Maradonę zdołała na 5 minut przed końcem strzelić Niemcom trzeciego gola pozostawiając w zadumie osłupiałego trenera Niemców, Beckenbauera. W cztery lata później Niemcy zdołali się zrewanżować Argentynie wygrywając po smętnym finale swój trzeci tytuł mistrzów świata. A był to znamienny dla Niemiec rok, 1990, kiedy ostatecznie wschodni Niemcy zrównali się z Zachodnimi.

Turniej we Włoszech w roku 1990 był zarazem pierwszym, który oglądałem w całości w telewizji i to, co zapamiętałem to fantastyczny mecz Niemców z Holandią w 1/8 finału, kiedy to Rudi Vőller i Frank Rijkaard popluli się, i pobili, za co obydwaj dostali czerwoną kartkę. Pamiętam mecz w którym Argentyna po jednej akcji niesamowitego Maradony wygrała z Brazylią 1:0 odprawiając kanarki do domu w tak wczesnej fazie turnieju. Ale pamiętam również najlepszy mecz, jaki rozegrała w historii drużyna z Afryki, wspaniały ćwierćfinał na stadionie w Neapolu, kiedy Kamerun walczył z Anglią. Prowadził już po bramkach Kunde i Ekeke 2:1, gdy Anglicy po dwu kontrowersyjnych rzutach karnych, które zawsze bezbłędnie strzelał Gary Lineker weszli do półfinału, by ulec tam w karnych Niemcom.

Zaskakująco dobry był turniej w USA w roku 1994, choć mecze rozgrywano w samo południe, co w tamtejszym upale było dla wielu drużyn czymś skrajnie trudnym. Pamiętam mecz Irandia – Włochy na stadionie gigantów w Nowym Jorku, który Irlandczycy wygrali 1:0 po cudownej bramce Raya Houghtona. Jakiż to był smaczek – Włosi i Irlandczycy to dwie najważniejsze grupy tworzące Nowy Jork. Finał w Ameryce znów był smętny, bezbramkowy remis Brazylia –Włochy i przestrzelony karny Roberto Baggio i Franca Baresiego. Włosi nie mogli uwierzyć że przegrali. Niemcy polegli na stadionie w Nowym Jorku w meczu z Bułgarią. Była to wówczas największa niespodzianka turnieju, a drużyna Bułgarów z Leczkowem, Kostadinowem i gwiazdą Barcelony Hristo Stoiczkovem dotarła do meczu o III miejsce. Polegli wtedy ze Szwedami, ale byli już cieniem siebie.

W roku 1998 była Francja i jej zwycięstwo. Faktycznie, choć nie przepadam za francuską piłką, wtedy było to wielkie pokolenie z Zidanem, Dechampsem, Thuramem i Cantoną. Zdołali sięgnąć po mistrzostwo Europy w roku 2000 na boiskach Belgii i Holandii. Jakżeż więcj osiągnęli Hiszpanie zdobywając w roku 2008 mistrzostwo starego kontynentu, potem mistrzostwo świata w RPA w roku 2010 i po raz kolejny mistrzostwo Europy dwa lata temu w Kijowie.

Brazylia w roku 2002 oraz Włosi w roku 2006 (główka Zidana, który znokautował Materraziego) wygrali turnieje przewidujące, bez szaleństwa, bez futbolowej pasji, która zdarzała się tak często, gdy grały 24 zbliżone do siebie klasą drużyny. Tak więc ostatni udany występ Polaków to oczywiście Meksyk 1986, gdzie wygraliśmy z Portugalią, dzięki sprytnej bramce nieżyjącego już Włodzimierza Smolarka; strasznie upokorzyła nas Anglia , a właściwie Lineker który strzelił Młynarczykowi hat-tricka i polegliśmy po najlepszym meczy na mundialu z Brazylią 0:4 w Gudalajarze. Jakżeż inaczej by się ten mecz potoczył gdyby Ryszard Tarasiewicz nie trafił w poprzeczkę, tylko parę centymetrów niżej. Osobiście nie wierzę w to, by polska reprezentacja zagrała jeszcze kiedykolwiek w fazie grupowej mundialu. Mamy teraz bardzo zdolnych piłkarzy, Robert Lewandowski jest bezsprzecznie jednym z najwybitniejszych napastników na świecie. Przypomina mi Marco Van Bastena z najlepszych czasów. Co z tego, skoro nie mamy drużyny i w nadchodzących eliminacjach na pewno polegniemy.

Turnieje wygrywają genialne piłkarsko pokolenia. Te pokolenia należy szkolić od najmłodszych lat. Dzieciaki już powinny się uczyć uderzać piłkę bez przyjęcia. Powinny chodzić do szkoły. Barcelona stworzyła tiki-takę i to dało Hiszpanii te tryumfy z ostatnich lat. Holendrzy średnio co 10 lat mają wielkie pokolenie (1974-78 Cruyff i spółka, 1988 Van Basten, Gullit, Rijkaard, Koeman; 1998 bracia De Boer, Bergkamp, Davids, Dany Blindt – to wszystko chłopaki ze szkółki Ajaxu; 2010 znów vice-mistrzostwo świata). My mamy stadiony, korupcję, niewydolną, śmieszną ligę, i marzenia tysięcy młodych chłopaków, którzy marzą o tym, by stać się taki jak Lewandowski. Tylko że my Polacy nie potrafimy podać im ręki, jak robią to Hiszpanie, Niemcy, czy Holendrzy. Dlatego ja wróżę reprezentacji mizerię. W Czechach jest więcej piłkarzy zawodowych niż w Polsce.

A jakie będą te mistrzostwa 2014? Czy Brazylia spotka znów na Maracanie swój „Urugwaj” z 1950 roku? Kto wygra? Dowiemy się za miesiąc.

Informacje o Wojciech Dutka

Pisarz, doktor historii (ur. 1979). W marcu 2014 roku obronił doktorat na Wydziale Historycznym UJ dotyczący Stanisława Koźmiana, znanego polityka galicyjskiego z XIX wieku, współautora Teki Stańczyka, pisarza, publicysty i historyka. Stypendysta Jewish Foundation for the Righteous i Departamentu Stanu USA na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku w czerwcu 2014 roku. Publikował w najważniejszych polskich czasopismach naukowych, "Kwartalniku Historycznym", "Przeglądzie Historycznym", "Przeglądzie Humanistycznym", "Czasach Nowożytnych", "Klio", "Kwartalniku Historii Żydów", "Roczniku Historii Prasy Polskiej" i wielu innych. Interesuje się przede wszystkim historią historiografii, formami narracji historycznej. W 2011 nagrodzony nagrodą Ministra Zdrowia za publikację w "American Journal of Public Health". Opublikował także 5 powieści historycznych nakładem wydawnictwa Albatros: "Krew Faraonów" w 2005, "Taniec Szarańczy" w 2007, "Bractwo Mandylionu" w 2009, i "Czerń i Purpura" w 2013. W roku 2015 ukazała się powieść "Kartagińskie ostrze" nakładem tego samego wydawnictwa. Pisze następne książki, i uczy historii w programie matury międzynarodowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii futbol, mundial, piłka nożna i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Futbol, Futbol, Futbol….i znów Mundial.

  1. kraina.sportu pisze:

    W połowie tekstu już obstawiałem historyka, świetna pamięć. No i świetny artykuł :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>