Pocztówka z KUL. Na marginesie książki Dariusza Rosiaka „Wielka Odmowa. Agent, antykomunista, filozof”, wyd. Czarne, 2014.

Wielka_odmowa

Pocztówka z KUL. Na marginesie książki Dariusza Rosiaka „Wielka Odmowa. Agent, filozof,antykomunista”, wyd. Czarne, 2014.

Był chyba styczeń 2001 lub 2002 roku. Był zimny dzień, pamiętam, że było sobotnie popołudnie, wyszedłem szybko z autobusu nr 9, którym jechałem z lubelskiego LSM na stare miasto do klasztoru dominikanów w Lublinie, gdzie co tydzień prowadziłem spotkania filmowe. Wyświetlaliśmy filmy na wielkim telewizorze, a potem następował DKF. Pamiętam, że na starym mieście spotkałem kolegę, z którym szybkim marszem mimo mrozu i lodu skierowaliśmy się do położonej na prawo od lubelskiego dawnego ratusza klasztoru oo. Dominikanów. Były to trudne lata dla lubelskiego konwentu; remont, który w ostatnich latach uświetnił tę jakże zasłużoną dla historii Polski budowlę, wówczas był tylko marzeniem. Aby pójść do DA Złota, należało wejść w klasztorną furtę po prawej stronie Kościoła, przejść następnie przez bramę. Zawsze zastanawiało mnie kto mieszkał nad bramą. Wszyscy wiedzieli, że to ojciec Krąpiec, były rektor KUL, wielki tomista, wielki filozof. My w duszpasterstwie prawie go nie widywaliśmy, a ja starając się codzienną mszą o 7 rano ożywić moją pokawałkowaną wiarę, raczej stroniłem od zachwytów. Chodziły wówczas słuchy, że Krąpiec zaangażował się w Radio Maryja, którego ja nie znoszę głęboko, szczerze i od wielu lat. Przeszliśmy wówczas szybko na „mały dziedziniec” klasztoru i zauważyliśmy, że w połowie krótkiego odcinka zmrożonego chodnika leżał człowiek. Nie mógł się pozbierać. Najwyraźniej przewrócił się na oblodzonym chodniku i rozbił kubek z herbatą. Zaklął niemal tak siarczyście jak mróz. Pomogliśmy mu wstać. Otrzepaliśmy go ze brudnych drobin lodu. Zapytałem, czy nic się ojcu nie stało? Powiedział, że pić mu się chciało i z kuchni herbaty sobie przyniósł. Był to właśnie ojciec Mieczysław Albert Krąpiec. Był ubrany w gruby sweter zapinany na guziki. Nie nosił habitu.  Podziękował nam, po czym sprawdził moją umiejętność komunikowania się językiem łacińskim. Zarecytowałem wówczas z pamięci początek dzieła Cezara „Comentarii de bello Gallico”. Ojciec Krąpiec mi przerwał i zaczął cytować jakieś teksty łacińskie, chyba z Sumy Teologicznej św. Tomasza. To było moje pierwsze i jedyne spotkanie z ojcem profesorem Krąpcem. Powiedział podobno do jednego z naszych duszpasterzy, że mam całkiem dobre średnie wykształcenie.

Takim Krąpca zapamiętałem. Ta opowiastka nasunęła mi się, kiedy przeczytałem bolesną książkę Dariusza Rosiaka „Wielka Odmowa. Agent, filozof, antykomunista,”, wydaną przez wydawnictwo Czarne w tym roku. Nie będę się wypowiadał o etycznych wyborach ojca Krąpca. Był rektorem KUL w czasach dla uczelni trudnych, jednak sądzę, że w miarę oddalania się PRL, te emocje będę gdzieś blakły, stawały się mniej przejrzyste, czytelne (na przykład dla młodzieży, którą uczę, PRL jest straszno-śmieszny, jak Mars, albo Wenus). W moim przekonaniu pisząc o książce Rosiaka trochę piszę z perspektywy KUL, jaki ja pamiętam. Spędziłem na KUL długie siedem lat mojego życia. Znam więc tę uczelnię.

Czym jest książka Rosiaka? Oskarżeniem, próbą odbrązowienia legendy, złamania tabu, że o bohaterach kościoła nie pisze się źle? Na książce widnieje zapis – reportaż. Ja odbieram ów tekst przede wszystkim jako esej o heroizmie i cenie zdrady. Tekst jest złożony z trzech płaszczyzn. Najważniejszy jest chyba Krąpiec, a drugi bohater Janusz Krupski, jego zmaganie się z reżymem komunistycznym, zostało włączone do narracji jako równoważnik. Wydaje mi się, że Rosiak nie do końca sprawnie wybrnął z tego narracyjnego galimatiasu trzech wzajemnie się nakładających wątków. Trzecim bohaterem jest wysoki rangą oficer SB, z którym autor książki koresponduje mejlowo. Z tego wątku dowiadujemy się o zakłamaniu, jakie stało się częścią życia tegoż oficera SB. Człowiek ten chce być bardzo ważny – dla mnie w  książce nie był ważny, nie uwierzyłem w jego „czyste intencje”, nie zacytuję na moim blogu jego nazwiska. Ten człowiek na to nie zasługuje.

Czepię się również tytułu. Postawienie słów w szeregu „agent, filozof,antykomunista,” jest uporządkowaniem perspektywy, w jakiej autor odczytuje Krąpca. Tytuł, być może wprowadzony przez wydawnictwo, na pierwszy plan stawia agenturalną działalność Krapca. A przecież tak nie było. Nie przedstawia Rosiak twardych dowodów, choć pisze, że nie zachowało się zobowiązanie do współpracy, ani kwity odbioru pieniędzy. Rosiak chyba przekonująco sugeruje, że źródłem domniemanej współpracy ojca Krąpca z SB, była jego pycha. Pojawia się teza niezwykle dosadna, że sam jego wybór na rektora był po prostu wynikiem sprawnej gry operacyjnej SB. Przekonanie o własnej wielkości okazało się w narracji Rosiaka dla ojca Krąpca zgubne. Krąpiec jest opisany w narracji Rasiaka z kilku perspektyw: jako rektor KUL, jako współpracownik Wyszyńskiego, jako człowiek nieustannie balansujący na cienkiej linii. To ciekawa narracja, ale chce się dowiedzieć więcej. Z racji zniszczenia teczki TW „Józefa” jest to niemożliwe. Bolesne pytanie, jak Krąpiec łączył bycie wielkim rektorem KUL, wielkim znawcą św. Tomasza, wielkim autorytetem Radia Maryja, zakonnika, i agenta SB w sobie pozostaje bez odpowiedzi.

Książka Rasiaka jest i może być dla przyjaciół, współpracowników rektora niezwykle bolesna. Ja jednak twierdzę, że Polska potrzebuje takich narracji, bu nazwać rzeczy po imieniu, a może przede wszystkim, by próbować zrozumieć. Ja jako historyk chciałbym zrozumieć Krąpca jako rektora KUL. Współpraca z SB mogłaby być elementem koniecznej gry, by wyciągnąć od komunistów tyle, ile się da. Krąpiec to osiągnął. Stworzył uniwersytet, którego legenda sięgała w czasach komunizmu daleko poza PRL. Cena jaką zapłacił jako człowiek, jest ogromna. Tych dramatów w uwikłanie w SB było przecież na KUL więcej: znany jest przypadek innego rektora KUL, abpa Warszawskiego. Nie oceniam. Cieszę się, że nie musze żyć w tych podłych czasach.

Jest jeszcze jeden wątek książki Rosiaka. Myślę, że może być prawdziwy. W 2004 roku miałem na KUL ciekawą rozmowę z jednym z pracowników KUL. Spotkaliśmy się na długiej rozmowie w herbaciarni u świętoszka (absolwenci KUL świetnie wiedzą, gdzie to jest). Wówczas dowiedziałem się rzeczy, której nie można było tak po prostu mówić. Że reaktywacja uniwersytetu w roku 1944 w Lublinie zajętym przez Armię Radziecką, pierwszej stolicy PRL, było wyrazem dobrej woli strony sowieckiej, swoistą próbą, cesją na rzecz Kościoła. Książka Rosiaka stawia tę tezę niezwykle jasno.

Ważna konstatacja. Książa Dariusza Rasiaka jest pokłosiem sprawy lustracji, której w Polsce nigdy nie przeprowadzono. Z tegoż powodu odbywała się ona w sposób skandalicznie krzywdzący dla wielu ludzi. Polska właśnie w tej materii okazała się państwem dziadowskim i nieporadnym. Książka Rasiaka to niezwykle poruszająca opowieść o KUL-u, jaki stworzył rektor Krąpiec. Poruszająca historia pana Janusza Krupskiego jest narracyjną przeciwwagą – pokazuje człowieka, który się nie skundlił. Najbardziej przerażający jest mówiący w tej książce oficer SB. Książkę Rasiaka trzeba przeczytać. Można się z nią nie zgadzać. Znać wypada. Ale warto powiedzieć, że narracyjnie, literacko to książka straconej szansy.

Paradoks tego uniwersytetu polega na tym, że właśnie za czasów Krapca jako rektora uczelnia ta uczelnia się rozwijała, a teraz przestała się rozwijać. Model uniwersytetu, jaki Krąpiec stworzył, wyczerpał się. PRL skończyła się prawie 25 lat temu, a tragedia KUL polega na tym, że bez PRL ta uczelnia za bardzo nie może …istnieć takim istnieniem do jakiego przywykła i być ważna. Ja miałem to szczęście, że mogłem jeszcze chodzić na wykład z etyki na Wydziale Humanistycznym księdza Szostka, mogłem chodzić na zajęcia ś.p. siostry prof. Borkowskiej, czy seminarium ś.p. dra Skarbka. Mogłem poznać dobrych przyjaciół, z których jeden już nie żyje. Mogłem też poznać na tej uczelni smak zdrady i odrzucenia. Lata mijają. Cieszę się, że KUL nie jest już moją uczelnią, choć był przecież częścią mojego życia. Jarosław Iwaszkiewicz pisał:

Za tysiąc lat,

Czas zrówna wszystkie kopuły,

I wówczas nikt nie będzie znał naszych imion…

 

Informacje o Wojciech Dutka

Pisarz, doktor historii (ur. 1979). W marcu 2014 roku obronił doktorat na Wydziale Historycznym UJ dotyczący Stanisława Koźmiana, znanego polityka galicyjskiego z XIX wieku, współautora Teki Stańczyka, pisarza, publicysty i historyka. Stypendysta Jewish Foundation for the Righteous i Departamentu Stanu USA na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku w czerwcu 2014 roku. Publikował w najważniejszych polskich czasopismach naukowych, "Kwartalniku Historycznym", "Przeglądzie Historycznym", "Przeglądzie Humanistycznym", "Czasach Nowożytnych", "Klio", "Kwartalniku Historii Żydów", "Roczniku Historii Prasy Polskiej" i wielu innych. Interesuje się przede wszystkim historią historiografii, formami narracji historycznej. W 2011 nagrodzony nagrodą Ministra Zdrowia za publikację w "American Journal of Public Health". Opublikował także 5 powieści historycznych nakładem wydawnictwa Albatros: "Krew Faraonów" w 2005, "Taniec Szarańczy" w 2007, "Bractwo Mandylionu" w 2009, i "Czerń i Purpura" w 2013. W roku 2015 ukazała się powieść "Kartagińskie ostrze" nakładem tego samego wydawnictwa. Pisze następne książki, i uczy historii w programie matury międzynarodowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, biografia, Katolicki Uniwersytet Lubelski, komunizm w Polsce, Kościół Katolicki, polityka, Polska Ludowa, recenzja, religia katolicka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Pocztówka z KUL. Na marginesie książki Dariusza Rosiaka „Wielka Odmowa. Agent, antykomunista, filozof”, wyd. Czarne, 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>