Dunkierka, reż. Christopher Nolan.

Dunkierka

Czytelniku,

Christopher Nolan ma opinię niezwykle sprawnego reżysera, który potrafi z oklepanego tematu uczynić arcydzieło gatunku. Jego trylogia Batmana z Christianem Balem z pewnością wejdzie do historii kina pop. Reżyser ten ma szczęście i do tematów i do aktorów. Bale, nieżyjący już niestety Heath Ledger, doskonały Mathew McConaughey, i wiele innych wielkich nazwisk składało się na znakomite filmy science fiction, takie jak „Incepcja”, „Interstellar”, czy „Mroczny rycerz”.

Realizując „Dunkierkę” Nolan pokusił się o monumentalne kino wojenne, a producenci widząc scenariusz wyciągnęli z kieszeni wielkie pieniądze. Oglądając ten film w kinie widz ma wrażenie współuczestniczenia w koszmarze wojny, ale ja będąc historykiem miałem poczucie gwałtownego niesmaku. Dlaczego?

Alianci w tym filmie są ukazani z perspektywy zwykłych żołnierzy. Poznajemy ich z perspektywy ulicy w mieści, a potem plaży bombardowanej przez stukasy. To żołnierze, ale także cywile – jak rodzina Brytyjczyków (ojciec z synami), którzy pomagają ewakuować do Anglii ponad trzysta tysięcy alianckich żołnierzy. Fabuła łączy walkę na morzu, walki powietrzne oraz na lądzie. Ja jednak nie kupuję tego filmu.

Nie ma w tym filmie Niemców. Są oni po prostu „wrogiem”, lub przeciwnikiem, są jacyś „oni”, i tylko naprawdę wtajemniczeni wiedzą, co oznaczają biało-czarne krzyże na kadłubach samolotów jakie bombardują na plażach Brytyjczyków. Na początku filmu dzisiejszy widz nie wiedzący nic o koszmarze II wojny światowej raczony jest informacją, że „wróg otoczył aliantów”. Nawet jak strzelają w plecy żołnierzom bez broni, to są dalej nienazwanym, anonimowym wrogiem. Można oczywiście powiedzieć, że nie taki był zamysł filmu, i tak dalej. Nienazwanie przeciwnika masakrującego na plażach alianckich żołnierzy jest celowym przemilczeniem, które jednak zmienia całą pedagogikę i wymowę filmu. Film Nolana jest dziełem ukąszonym przez obrzydliwą poprawność polityczną. Niemcy mogą czuć się naprawdę dobrze oglądając ten film. Film może się podobać, bo jest bardzo sprawnie zrealizowany. Uważam, że „Dunkierka” jest  filmem z zafałszowaną tezą historyczną.

Film jest dramatem osaczenia. To osaczenie potęguje niezwykle sugestywna muzyka. Okręty naprawdę toną, a dramat ludzi zamkniętych w pomieszczeniach tonących statków jest naprawdę przejmujący. Jest w tym filmie strach, dobitnie zagrany (Cillian Murphy), jest odwaga starego ojca, który ukrywa prawdę o śmierci syna i dalej, jak gdyby nic wykonuje swoje obowiązki. Aktorsko „Dunkierka” jest może nie wybitna, ale bardzo solidna, wyważona i bardzo dobrze zmontowana. Pod względem aktorsko-artystycznym ocena jest i musi być bardzo dobra.

Jednak film ten pomijając Niemców wybiela ich. Churchill jest wzmiankowany jedynie jako przywołany z offu głos, a Hitlera w tym filmie nie ma. Nie ma niemieckich zbrodni, niemieckiej agresji i błędów. Tu i ówdzie słyszy się słowa komentujących ów film, że Hitler zatrzymał czołgi pod Dunkierką, żeby pozwolić Anglikom uciec. Nic z tego. Powodem zatrzymania natarcia na Dunkierkę w maju 1940 roku była urażona miłość własna Hitlera. Wykonując plan Mansteina ataku na Francję i kraje Beneluxu Niemcy przejechali Ardeny i skierowali się na północ w stronę kanału, żeby odciąć wojska brytyjskie i francuskie. Taki był plan, ale Hitler chciał zatrzymać natarcie na jeden dzień w Sedanie. Dowodzący natarciem generał Guderian rozumiał plan Mansteina w przeciwieństwie do Hitlera i zignorował rozkaz wodza. To wystarczyło. Hitler zatrzymując natarcie pod Dunkierką chciał zdyscyplinować niemieckich generałów, a że skorzystali na tym Anglicy ratując siłę żywą swojej armii, było sprawą drugorzędną.

To szerokie tło historyczne w filmie Nolana nie istnieje. Jest to film ciekawy, z pewnością warto go zobaczyć w zalewie kiczu wakacyjnego w kinach. Ale powtarzam – jest to film zafałszowany historycznie, dzieło doskonałe w pedagogice politycznej poprawności.

PS – Zauważyłem, że moja recenzja spotkała się z wielkim odzewem internautów. Z szacunku do Państwa opinii zamieszczam wszystkie, nawet te dla mnie niepochlebne. Zaznaczam, że tak jak Państwo mają prawo do swojego odbioru filmu i zachwytu nad nim, ja mam prawo by go poddać krytyce. Nie umniejszam rzetelności reżyserowi, po prostu „Dunkierka” mnie osobiście do gustu nie przypadła, a powód opisałem wyżej.

 

Informacje o Wojciech Dutka

Pisarz, doktor historii (ur. 1979). W marcu 2014 roku obronił doktorat na Wydziale Historycznym UJ dotyczący Stanisława Koźmiana, znanego polityka galicyjskiego z XIX wieku, współautora Teki Stańczyka, pisarza, publicysty i historyka. Stypendysta Jewish Foundation for the Righteous i Departamentu Stanu USA na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku w czerwcu 2014 roku. Publikował w najważniejszych polskich czasopismach naukowych, "Kwartalniku Historycznym", "Przeglądzie Historycznym", "Przeglądzie Humanistycznym", "Czasach Nowożytnych", "Klio", "Kwartalniku Historii Żydów", "Roczniku Historii Prasy Polskiej" i wielu innych. Interesuje się przede wszystkim historią historiografii, formami narracji historycznej. W 2011 nagrodzony nagrodą Ministra Zdrowia za publikację w "American Journal of Public Health". Opublikował także 5 powieści historycznych nakładem wydawnictwa Albatros: "Krew Faraonów" w 2005, "Taniec Szarańczy" w 2007, "Bractwo Mandylionu" w 2009, i "Czerń i Purpura" w 2013. W roku 2015 ukazała się powieść "Kartagińskie ostrze" nakładem tego samego wydawnictwa. Pisze następne książki, i uczy historii w programie matury międzynarodowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Erich Von Manstein, film, II Wojna Światowa, Niemcy, recenzja, wojna, zbrodnie II wojny światowej i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

37 odpowiedzi na „Dunkierka, reż. Christopher Nolan.

  1. ~Kapi pisze:

    To nie był syn, tylko kolega syna. W dodatku warto dodać, że przed filmem są napisy tłumaczące jak wygląda sytuacja, więc zupełnie się to nie klei z tym, że film został ukąszony przez poprawność polityczną.
    Ponadto taki był zamysł, tam nie było + zamiast swastyk itd. – tak jak to najczęściej bywa w filmach, grach „ugryzionych” przez poprawność polityczną.
    Mi w tym filmie nie pasowało to, że na plaży było z mało żołnierzy i „awionetka” spitfire.

  2. ~michu pisze:

    Film inny oddaje ciekawie wręcz świetnie zachowanie ludzi w ekstremalnych momentach muzyka świetna ujęcia bez dodatków komputerowych przedstawiono ujęciowo oraz obrazowo sprzęt odzwierciedlony super brak mi było tych 400tyś ludzi na plaży oraz tysiąca łódek ale dawno nie obejrzałem takiego dobrego filmu

  3. ~Piotr pisze:

    Nieważne jak mądry, literacko obyty i utytułowany jest autor recenzji, jedno jest pewne. On nie rozumie tego filmu. Film nie jest kroniką historyczną i nie ma takiego obowiązku. Nie musi przedstawiać wszystkich postaci, faktów i dat, od tego jest Discovery History. Chcąc suchej wiedzy Pan Doktor Historii może przeczytać sobie podręcznik, albo napisać własny.
    W tym filmie nie ma Niemców celowo, bohaterzy zmagają się z wodą, zimnem i rozpaczą. A wróg pozostaje anonimowy w samolocie albo strzelając w plecy zza węgła. Poprawność polityczna nie ma tu nic do rzeczy. Żołnierze z plaży to nie bohaterowie walczący do ostatniej kropli krwii tylko pobici, wytraszeni i próbujący ocalić życie. Dziwne? Nie takie jak u Hoffmana? No jakby tam byli Czterej pancerni i Pan Wołodyjowski to by pokazali Niemcom gdzie raki zimują. Wtedy Pan Doktor by to kupił?
    Film pokazuje wojnę taką jaka jest i pewnie stąd ten niesmak. Czy autor jest może Doktorem Historii Romantycznej?

    • ~szkodnik pisze:

      A skąd ty wiesz jaka jest wojna? Duża część młodych ludzi (nawet w Polsce) nie interesuje się historią i po oglądnięciu kilku takich filmów nie ma pojęcia jak to wyglądało w rzeczywistości. Byłem świadkiem jak kiedyś jeden Niemiec wśród ludzi w USA mówił o tym, że to Polska wywołała II wojnę światową. Ale po kilku zdaniach przyznał nam rację… Filmy takie jak ten powodują dezinformację wśród ludzi…

    • ~Pawel T pisze:

      Zgadzam się Piotrze, szanowny Autor powyższej recenzji mam wrażenie nie potrafi się wyzwolić z bardzo subiektywnego polskiego – i co tu dużo kryć, nieco zaściankowego – spojrzenia na drugą wojnę światową. Paradoksalnie, być może dlatego właśnie że jest historykiem. Dunkierkę widziałem, film oceniam jako dobry aczkolwiek nie nazwałbym go arcydziełem. Natomiast jeśli coś dodaje wymowy artystycznej temu obrazowi to z pewnością muzyka (fenomenalna) i również pewien brak personifikacji śmierci i losu wobec którego bohaterzy są kompletnie bezradni chociaż desperacko próbują przetrwać. Może po prostu Nolana stać na kino artystyczne, uniwersalne, bez narodowych kompleksów ?

      • ~Anty-patriota pisze:

        Rzetelne przedstawianie faktów historycznych nie ma nic wspólnego z zaściankowością czy polskim subiektywizmem, dotyczącym II-wojny światowej. Rzeczy powinno się nazywać po imieniu. Tak samo, jak o sprawcach odpowiedzialnych za wywołanie II-wojny światowej i popełnione w czasie jej trwania zbrodnie, powinno się mówić per „Niemcy”, a nie tylko „naziści”, przedstawianych niemalże w sposób, jakby mówiono o Marsjanach czy innych kosmitach. I mówię to ja: zdeklarowany anty-patriota.

    • ~Anty-patriota pisze:

      Z jednej strony piszesz, że film pokazuje wojnę taką, jak jest naprawdę.
      Z drugiej dajesz do zrozumienia, że od przedstawiania faktów historycznych jest film dokumentalny.

      Zakładam, że w zamyśle reżysera, „Dunkierka” miała być filmem, który pokazuje grozę sytuacji znajdujących się w pierścieniu okrążenia alianckich żołnierzy. Jeżeli tak było, to zamysł ten udał się reżyserowi tylko częściowo i w mojej ocenie – niewystarczająco. Film ma zbyt wiele mankamentów, żeby uznać je za arcydzieło. W moim odczuciu, producenci postawili na minimalizm i oszczędność.

  4. ~Teri pisze:

    Tez odnioslam takie wrazenie ze film nie oddaje rzeczywistej prawdy. Spodziewalam sie lepszego filmu ,jestem zawiedziona i raczej nie polecam tego filmu

  5. ~to nie był po prostu dokument pisze:

    to nie był film stricte historyczny. zresztą było wprowadzenie historyczne, a widz chyba zna podstawowe fakty z historii świata?
    mnie podobało się przedstawienie bezsensu i okrucieństwa wojny własnie w ten sposób. osaczenie, dramat, nadzieja, wojna bez jednej bitwy. wróg bez konkretnej twarzy.

  6. ~gość pisze:

    Ogladałem i zadne recenzje nie są w stanie obrzydzić ten film.Znaki szczególne to :
    - gra aktorska, dno
    - realizm mudurowy/wyposażenie niemieckie, dno
    Nie ma w tym filmie odczucia doinwestowania przez producenta.Po prostu – Tania produkcja,film niewart ogladania,strata czasu.Nie polecam.

  7. ~magda pisze:

    Nie zrozumiał Pan filmu. To jest film o pewnym momencie II Wojny Światowej – o akcji ratowania Anglików uwięzionych na plaży pod Dunkierką. Akcja jest pokaza
    na rzetelnie i w swojej nieporadnosci i w swoim heroiźmie.

  8. ~maxx pisze:

    Autor recenzji kompletnie nie zrozumiał co reżyser chciał pokazać. Chyba to przez to że jest za bardzo przesiąknięty obecną „nagonką” na wroga i odkrywanie prawd historii. Powtarzam ten film nie jest o tym i nie miał być o tym żeby pokazać okrucieństwo Niemców. Takich filmów z Niemcami w czarnych płaszczach ze swastyką na ramieniu jest pełno. Tutaj tak miało być i ie sądzę że było to po to żeby być poprawnym politycznie.
    Warto też mieć troszkę wyobraźni i wtedy ten „wróg” który nie jest pokazany jest nawet straszniejszy, ktoś kto wie minimum o historii, albo przeczytał ulotkę o filmie przed kinem wie o co chodzi i kto z kim walczy.

  9. ~Tomek pisze:

    Od wiernego oddawania faktów historycznych są filmy dokumentalne. Obraz Nolana jest filmem fabularnym. Wojska hitlerowskie występowały w każdym filmie o czasach II wojny światowej i naprawdę widz nie jest takim kretynem by nie wiedzieć, choćby cokolwiek, kim byli hitlerowcy.

    „Dunkierkę” na tle pozostałych filmów batalistycznych wyróżniają wysunięte na pierwszy plan obrazy i emocje, a dopiero skromne dialogi. To nie napuszone „Pearl Harbour”, prześmiewcze „Złoto dla Zuchwałych” czy pełne ideologii filmy wojenne kinematografii spod Czerwonej Gwiazdy.

    Oczywiście są pewne niedociągnięcia. Osobiście raziła mnie współczesna architektura na nabrzeżu czy mało udane przeróbki współczesnych okrętów na jednostki z czasów II wojny. Najwyraźniej grafikom komputerowym zabrakło Red Bulla;-) Ponadto mimo, że kompletnie nie znam się na awiacji to swobodnie latający w tę i we w tę Spitfire z niedziałającym silnikiem wzbudził u mnie uśmiech politowania. Nie zmienia to jednak faktu, że ten film to solidna produkcja zasługująca na uznanie widzów i krytyków.

    • ~Ł M pisze:

      ha! i w dodatku zestrzelił doriniera. Parsknąłem śmiechem na całe kino

    • ~bibik pisze:

      Sorry ale spitfire tak potrafił,to był bardzo lekki samolot.Sa opisane przypadki gdy pilot z uszkodzonym[wyłączonym] silnikiem potrafił zestrzelić wrogi samolot.Zanim sie zacznie krytykować warto trochę poczytać.Gwoli prawdy Meserschmitt też tak potrafił.Ozasięgiu lotu bez silnika mówi parametr tzw „doskonałość samolotu”

      • ~aviator pisze:

        Ten „bardzo lekki” Spitfire miał masę startową około 2500 kg ;) A bez silnika to w tym roku w Duxford lądował Mustang. Zajęło mu to jakieś 20 sekund, czyli z 10 razy mniej niż filmowemu Spitfire-owi.

  10. ~ŻŁNIERZ pisze:

    To dla tych, którzy znają woję tylko z filmów:
    - bywa, że całymi tygodniami nie ma kontaktu z wrogiem,
    - ludzie giną najczęściej w mało cheroicznych sytuacjach, poprostu…ot tak,
    - bitwa do chaos, strach, smród, wtedy wyszkolenie żołnierze potrafią opanować panikę, oficerowie dowodzą a kiedy giną zastępują ich bez słowa sierżanci,
    - na wojnie wszyscy chcę przeżyć, przede wszystkim… są jeszcze najemnicy, co chcę zarobić przde wszystkim i przeżyć,
    - na wojnie nia ma bohaterów… ale bywa, że w estremalnych sytuacjach żołnierz udowadnia że jest przyjacielem, człowiekiem,
    - wszyscy żołnierze śmiedzą, bez przerwy,
    - w umieranie nie ma nic heroicznego, to zawsze jest bezsensowana ofara,
    - wojna jest bezsensownym marnowaniem życia, zasobów i czasu…
    Tak jest część prawdy …. część.

  11. ~w i nic jusz pisze:

    film nikogo nie wybiela ani nie gloryfikuje – a tylko pokazuje zidiocenie brytyjczyków polegające na pozostawieniu blisko 400.000 swoich żołnierzy na plażach La Panne bez broni,na pastwę Niemców ,bez planu ewakuacji i środków takiej ewakuacji.A to dopiero początek wojny.Tylko łódki mieszkańców wybrzeża okolic Dover uratowały znikomą część żołnierzy skazanych na zagładę.Takich to mieliśmy aliantów.

    • ~azb pisze:

      Coś kłopot ze znajomością realiów. Dunkierka jest znana z tego, że ewakuowano żołnierzy, a sprzęt został na plażach. W filmie sprzed kilkudziesięciu lat pokazano i to, że ewakuacji dokonywano zarówno jednostkami wojennymi, jak i niewielkimi jednostkami prywatnymi. Dlaczego niewielkimi – kwestia logistyki. Większy statek wymaga czasu przy przycumowaniu (i to sporo), dłużej odbywa się na nim załadunek. A czas w obliczu niemieckiego panowania w powietrzu był kluczowy.

      Filmu jeszcze nie oglądałem. Zdanie historyka rozumiem. Stwierdzenia, że wojna to przede wszystkim emocje i nastrój, rozumiem jakoś mniej.

    • ~qqq pisze:

      Bez jakiej broni?
      Oni tam masę sprzętu zostawili setki tysięcy karabinów i czołgów, wozów bojowych. Amunicji.
      Jaką znikomą liczbę uratowali? Uratowali ponad 300.000 ludzi dyletancie.

  12. ~wars98 pisze:

    Byłem, wdziałem i co Wam powiem to Wam powiem…
    Hans Zimmer sknocił muzykę. Ciężka, za ciężka. Jest nieznośna. A film? No cóż… Fajne klisze, ale tylko klisze. Brak spoiwa. Groch z kapustą.
    Nie zgodzę się z Gazetą Wyborczą (http://wyborcza.pl/7,101707,22116416,dunkierka-to-przerazajacy-spektakl-pokazuje-koszmar-wojny.html), że „Proszę się nie sugerować zwiastunem „Dunkierki”, z którego można wyczytać, że to film o klęsce, ze względów propagandowych przerobionej na zwycięstwo. Tak, na szczęście, nie jest.”.
    A niby o czym mówi scena w pociągu na końcu?? To klasyczne przerabianie klęski w sukces. Spieprzyliśmy do domu… Ale za to w jakim stylu! – tak się zdaje mówi Nolan o Angolach. :)
    No i pięknie pokazuje Angoli jak zostawiają Francuzów. :)) Byle do domciu, byle zdążyć na five o’clock… ;)
    Podobnie, jak nie zgodzę się z innym sformułowaniem GW: „W „Dunkierce” Christopher Nolan uniknął błędów swych wcześniejszych filmów: potrójnych zakończeń”. Doprawdy???
    A kawałek dalej piszą: „za to mamy aż trzy perspektywy oglądu: z lądu, morza i z powietrza.”. Czyli mam trzy! Co prawda nie zakończenia, ale trzy klisze, trzy perspektywy.
    GW: „Wspomniane trzy perspektywy oglądu wpływają na konstrukcję filmu. Niektóre sytuacje przeżywamy dwukrotnie, patrząc na nie np. z wody i z powietrza. To powtórzenie zawsze jednak coś wnosi.”. Naprawdę?? Bo moim skromnym zdaniem niczego nie wnosi.
    To nie jest film na miarę nagrody typu Oskar, czy inne Lwy lub coś takiego. To nawet nie jest Szeregowiec Ryan…
    Brrr… Mam niedosyt. I do tego brak Niemców z wyjątkiem ich bombowców…

  13. ~Anty-patriota pisze:

    Całkowicie się zgadzam z Pana opinią. Niektórzy tu twierdzą, że „nie takie były intencje reżysera” albo że autor powyższej recenzji „jest garnięty manią krytyki poprawności politycznej”. Tylko że prawdzie trzeba spojrzeć w oczy: współczesna kinematografia coraz rzadziej, poruszając tematykę II-wojny światowej, przedstawia sprawę jasno, jeśli chodzi o strony konfliktu czy też sprawców zbrodni wojennych. Określa się ich mianem „nazistów”, przemilczając ich tożsamość narodową. „Dunkierka” to nie jedyny film, który przemilcza te kwestie. Niedawno oglądałem ciekawy skądinąd serial pt. „Człowiek z Wysokiego Zamku”, przedstawiający historię alternatywną, w której państwa Osi wygrały II-wojnę światową. Rzecz ciekawa, że o ile w odniesieniu do występujących tam postaci grających osobistości oraz poddanych Cesarstwa Japonii mówi się wprost o JAPOŃCZYKACH, o tyle w odniesieniu do Niemców używa się określenia „naziści”, a ich państwo nazywa się „Great Nazi Reich”. Co prawda, występują tam postaci Adolfa Hitlera oraz innych dygnitarzy III-Rzeszy, ale nie przypominam sobie, żeby mówiono o nich NIEMCY.

    Wracając jednak do samej „Dunkierki”, mnie osobiście uderzył minimalizm, jaki włożono w ten film. Wybaczcie, ale gdy na wstępie filmu mówi się o 400 tysiącach okrążonych aliantach, to jakoś dziwnie kontrastuje to z tym, co widzimy w tej produkcji: ustawionych w szeregu żołnierzy alianckich, których liczba nie przypomina tej masy przerażonych żołnierzy, spodziewających się zapewne ostatecznego ataku Niemców, który powinien nastąpić w każdej chwili. Mieszane odczucia budzą we mnie naloty dokonywane przez Luftwaffe. Wybaczcie, ale jeden atakujący bombowiec w asyście eskorty dwóch Messerschmittów wygląda trochę groteskowo. Po takim filmie, jak „Dunkierka”. spodziewałem się większej dbałości o historyczne i militarne detale.

    Za to na plus – i to zdecydowanie – to muzyka do filmu. To ona tak naprawdę w jakimś stopniu ratuje ten tytuł. Jest niesamowita, trzymająca w napięciu i podkreślająca grozę tamtych dni, którą przedstawił w swoim dziele Christopher Nolan.

    • ~Też historyk pisze:

      Szanowny panie. Akcja serialu „Człowiek z Wysokiego Zamku” toczy się na terenie byłych USA. Otóż w niealternatywnej rzeczywistości w USA podczas II Wojny Światowej propaganda wojenna również określała wojska Hitlera i państwo Hitlera raczej per „naziści” niż „Niemcy”. Co wynikało z określonych założeń politycznych tejże propagandy podczas wojny. Czy był to przejaw „poprawności politycznej”??? :) Po prostu twórcy serialu sięgnęli po nazwę utrwaloną w amerykańskiej tradycji historycznej.

    • ~stary zgred pisze:

      Gdy Niemieckie czołgi doszły do Kanału, te 400 000 Brytyjczyków nie siedziało na plażach, tylko było rozciągnięte na 100 – 200 kilometrów wgłąb lądu. W trakcie ewakuacji zdarzało się że, nie tylko ludzie czekali na plaży na ewakuację, ale i statki i okręty czekały na ludzi.

  14. ~Też historyk pisze:

    Fajnie, że autor recenzji wyjaśnia swoje zdanie. Szkoda, że podaje je jako zdanie historyka. Owszem, jest historykiem, ale to przecież nie oznacza, że każdy historyk chodząc do kina włącza swoją „historyczną czujność” a wyłącza emocje. Tymczasem autor, mam wrażenie, emocje wyłączył, przez co nie zrozumiał idei filmu. To film głęboko PACYFISTYCZNY. I jako taki, całkowicie PONADCZASOWY. Tym samym jako siły „zła” mogły w nim równie dobrze wystąpić (czy zaledwie być wspomniane) oddziały szturmowców Imperium, a z Dunkierki uciekać pobili Rebelianci. Reżyser filmu nie nakręcił go, by wiernie oddać jakiś epizod z II wojny światowej, tylko na podstawie tegoż epizodu dać ponadczasowy obraz wojny- prawdziwy, taki, który powoduje, że chcemy jej unikać, a nie snujemy marzeń o lśniących mundurach partyzantów czy jaśniejących uśmiechach kolejnych , młodych i pięknych rzecz jasna, powstańców… Czy wg recenzenta poczucie zaszczucia i osaczenia, pokazane w filmie, nie miało miejsca wśród żołnierzy alianckich zebranych w Dunkierce??? Ten film, panie recenzencie, ma panu dać w szczękę na tyle mocno, żeby poczuł pan choć przez chwilę STRACH przed kolejnym szaleństwem. A nie masturbować pańską zapamiętałą nienawiść do Niemców czy jakiegokolwiek innego narodu, któremu trzeba rzekomo w nieskończoność wypominać, jakimi to zbrodniarzami byli…jego dziadkowie. Bo jest to film skierowany DO WSZYSTKICH, a nie „dokument” w TVPubliczna.

  15. ~jajakobyły pisze:

    Byłem obejrzałem i jestem zawiedziony , rozczarowany . Kompletny brak realizmu , sposób ataku He 111 godny Ił 2 albo P 47 a nie średniego bombowca horyzontalnego. Okręty nie manewrujące , Spity bez oznaczeń o doskonałości większej od wyczynowego szybowca. I to całe trzy podczas gdy w rzeczywistości RAF momentami osiągało lokalną przewagę. Gołe plaże brak sprzętu.Ja wiem że ten film to nie Najdłuższy Dzień czy Szeregowiec Ryan tylko czyste tzw męczydustwo ale choć trochę realiów by się przydało. Ja wyszedłem z kina zawiedziony.

  16. ~qqq pisze:

    Zgadzam się, historycznie film dramatycznie słaby. Poprawność polityczna zabiła to co w tym filmie najważniejsze. Muzyka bardzo słaba jak na Hansa Zimmera, którego jestem wielkim fanem.
    Jeżeli chodzi o kino wojenne to ogromne rozczarowanie. Gdzie te dziesiątki tysięcy pojazdów jakie alianci zostawili ? Gdzie ofiary? Gdzie Szkopy?

  17. ~leszek pisze:

    Niemców tam nie było bo tu chodzi o poprawność polityczna, młodzież pomyślała by ze to Niemcy wywołali wojnę.

  18. ~stary zgred pisze:

    Bzdura z tymi Niemcami. To jest film pokazujący wojnę oczami bohaterów filmu. Większość żołnierzy na wojnie nie widzi wroga lub widzi go bardzo rzadko, krótko i z daleka. Jak widzi go z bliska, to jest często ostatni widok w ich życiu (albo tego wroga), bo na wojnie chodzi o zabijanie. Tak że to, że Niemców nie widać jest naturalne. Natomiast o Niemcach tam się mówi, przed Niemcami ucieka, Niemców się boi. Tak że wiadomo „kto, co i dlaczego”. A jeżeli widz nie ma podstawowej wiedzy historycznej i nie wie nic o II Wojnie Światowej? To nie jest już wina ani problem reżysera czy scenarzysty.

  19. ~siwy pisze:

    Kino to iluzja, wizja reżysera przelana na „film”, jedynie kino dokumentalne to zapis,
    a wojna to nie imprezka u cioci na imieninach.
    Nie ma dobrych i złych, jest śmierć i kalectwo.
    Banał ale z prawdziwej bajki.

  20. ~leszek pisze:

    film całkiem dobry…..myśle że nieoscarowy
    dla mnie osobiście muzyka jest zbyt mocno wyeksponowana….robi przerażające wrażenie…..przez cały film czekałem nie na wybuchy a na eksolodującą muzyke…moim zdaniem zbyt przytłaczajacy efekt……widocznie taki był zamysł reżysera aby takie środki zastosowac…najwyraźniej zabrakło mu innych środków na budowaniu atmosfery filmu …..

  21. ~annex pisze:

    wszystko to, co tu przedstawione jako minus, może być odczytywane jako atut. brak standardowych, złych niemców, w zamian za których dostajemy bezosobowe pociski jest nowym podejściem do tematu, nie wałkowaniem starego ciasta na makaron. nowemu filmowi nolana brak typowo nolanowskiej patetyczności, jak i patetyczności w ogóle, co też moim zdaniem jest plusem, w końcu nie każdy film wojenny musi być wyniosły, to byli ludzie, w większości prości jakby nie patrzeć i nie ma w tym, ani w instynktach, które w filmie są ukazane, nic patetycznego. muzyka to majstersztyk, zimmer znowu zachwyca. jedyny minus to zakończenie, jakieś dziwne, niepasujące do całokształtu, gdyby nie ono, film byłby wybitny. no i może fakt, że brak tu wiodącej, głównej postaci. ale za rekonstruowanie prawdziwych okrętów na potrzeby filmu, wielki plus. nolan nie zawodzi, jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby zawiódł. niech ta passa trwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>